[an error occurred while processing this directive] [PCI]Wileńskie ŻycieKomentarze




Inicjatywy społeczne
Wileńskie Życie
Wilno i Wileńszczyzna
O serwisie








Słabi w ataku, nieudolni w obronie

Trochę smutnawo. Piłkarze polscy, którzy przed wyjazdem na mistrzostwa świata mówili całkiem poważnie o pierwszym miejscu, jadą do domu, nie przebiwszy się i do jednej ósmej finału. Nie pomógł nawet konstytucyjny Polak z krwi i kości, syn narodu polskiego, dziecię plemienia nigeryjskiego Olisadebe.

Do domu. Słaba pociecha, że w doborowym towarzystwie Argentyny i Francji. Trener polskiej kadry narodowej jest rozbrajający: słabi byliśmy w ataku, nieudolni w obronie, więc jak mogliśmy wygrać? Przynajmniej jest szczery. Nie potrafimy, inni są lepsi.

Szefowie kadr politycznej i dyplomatycznej od takiej szczerości są nieco dalsi. Ukraina dopieszczana jest przez Polskę w ostatnich latach bardzo intensywnie. Co jest rozsądne i dalekowzroczne. Kiedy jednak doszło do sytuacji, w której i bracia Ukraińcy mogliby pokazać życzliwość z dobrosąsiedzkością, okazało się, że ani ukraiński prezydent, ani parlament, ani rząd nie potrafią sobie poradzić ze lwowskimi radnymi. Ci blokują otwarcie Cmentarza Orląt jak chcą. A to napis nie taki, a to imperializm polski z ekspansjonizmem do pary. Przewoźnik stara się jak może, prezydent jest oficjalnie zawiedziony i zasmucony, ale lwowscy radni dalej swoje. To dopiero samorządność! Wielkich emocji ogólnonarodowych jakoś jednak w Polsce nie słychać.

Inaczej było w przypadku Grossa i Jedwabnego. Polacy mordowali Żydów - twierdzi Gross. I już po całym kraju łomot w poprawne politycznie piersi: nasza wielka wina! Tylko nieliczni, jak choćby profesor Strzembosz, usiłują spokojnie dochodzić prawdy, bronić historycznej obiektywności i opierać się presji biznesmanów od holokaustu. Reszta mających dostęp do łamów i ekranów gotowa z miejsca złożyć broń, ani zacząwszy nawet rzeczowej dyskusji na argumenty, fakty i daty. Nie odpierając pomówień, nie prostując świadomych fałszerstw.

Stosunki polsko-litewskie. Jakie tam dobrosąsiedzkie - doskonałobraterskie, idealnierodzinne! A parlamentarzyści obojga narodów rok w rok wałkują wciąż te same problemy: mniejszości, oświata. I wałkować będą z takim samym powodzeniem jeszcze dalsze lata, bo, między innymi, instytucja zgromadzenia ma charakter wyłącznie zawodowego klubu towarzyskiego. Brak jakichkolwiek mechanizmów przełożenia uchwał na wykonawcze konkrety czyni te dokumenty nieobowiązującymi deklaracjami. I nieważne, czy są one przyjmowane jednogłośnie, czy w dramatycznych dyskusjach. I tak nadają się od razu tylko do kosza. Może nie: do archiwum, gdzie świadczyć będą potomnym o doskonałych stosunkach bilateralnych. I jeszcze doskonalszej indolencji.

Czego chcieć zresztą od parlamentarzystów, jeśli nawet MEN, resort władzy wykonawczej, też się ogranicza w ważnych konkretach tylko do wspólnego z odnośnym resortem litewskim komunikatu, którego lepiej by nie było - taki jest w swoich treściach niewyważony, taki ma przechył nie w naszą stronę. O podręcznikach dla starszych klas szkół polskich na Litwie mówią na najwyższych szczeblach wszyscy: trzeba wydawać. Nasze ministerstwo w Wilnie jest konsekwentne: powiedziało, że wydawać nie będzie i swojego się trzyma. Potrzeby wynoszą na dziś co najmniej 15 pozycji. W zeszłym roku połączonym wysiłkiem wszystkich najwyższych polskich władz wydano... jeden. Jeśli dobrze pójdzie, w tym roku też może jeden się ukaże. Ale wszyscy nad problemem pochylają się w wielkim zatroskaniu. Do bólu w krzyżach.

Nazwiska. Premier litewski proponuje rozwiązanie: zapis podwójny, zniekształcone i oryginalne. Czy ja wiem? To które nazwisko będzie prawdziwe? A które honorowane? Które na użytek wewnętrzny, a które na wywóz? Inna rzecz natomiast tu na jaw wychodzi: premier mówi, że można to zacząć wprowadzać już w październiku tego roku, kiedy będą wydawane nowe dowody osobiste. Wynika z tego, że wszystkie potrzebne środki techniczne i oprogramowanie komputerowe do pisania polskich znaków diakrytycznych jednak na Litwie istnieją albo też ich wprowadzenie nie stanowi żadnego kłopotu. A przypomnijmy, że był to przez lata koronny argument strony litewskiej, opierającej się tymże znaczkom. Kto tu kogo za nos wodził? I kto dawał się wodzić?

Słabi w ataku, nieudolni w obronie - mówi trener. Czemu powstaje wrażenie, że nie tylko piłkarzy ta diagnoza dotyczy? Smutnawo.

Jan Sienkiewicz

"Kurier Wileński"  15 06 02





Stowarzyszenie Inicjatyw Społecznych, 2001