[an error occurred while processing this directive] [PCI]Wileńskie ŻycieWydarzenia




Inicjatywy społeczne
Wileńskie Życie
Wilno i Wileńszczyzna
O serwisie








Kolejny krok w rozmowach polsko-litewskich na temat pisowni nazwisk

Po ośmiu latach od podjęcia postanowień traktatowych oraz później zatwierdzonych paragrafami umów dwustronnych, jak też werbalnie, aczkolwiek deklaratywnie, eksperci obydwu państw w tym tygodniu spotkali się raz jeszcze w Wilnie, żeby negocjować możliwości techniczne oraz podstawy prawne do pisania nazwisk mniejszości narodowych - polskiej na Litwie oraz litewskiej w Polsce - w ich rodzimej transkrypcji językowej.

Przedmiotem spotkań była kolejna propozycja strony litewskiej, złożona przez premiera Algirdasa Brazauskasa 10 czerwca tego roku w Sankt Petersburgu podczas obrad premierów krajów akwenu Morza Bałtyckiego na ręce premiera Leszka Millera. Propozycja zawiera możliwość pisania nazwisk polskich w litewskich dokumentach po polsku, lecz w nawiasach i obok nazwiska w transkrypcji.

Spotkanie nie przyniosło konkretnych wyników, bowiem, jak powiedział Eitvydas Bajarunas, było to spotkanie robocze, które miało za cel transkrybować propozycję Brazauskasa na język prawny i przedstawić ją szefom rządów Polski i Litwy w postaci umowy międzyrządowej.

Jak poinformował nas szef departamentu stosunków dwustronnych, projekt takiej umowy będzie przedmiotem kolejnego spotkania komisji ekspertów, do którego ma dojść "jak najszybciej". Natomiast jak prędko szef departamentu w litewskim MSZ nie odważył się prognozować.

Jan Michałowski, dyrektor Departamentu Prawno-Traktatowego przy MSZ RP, w rozmowie z "Kurierem" niechciał ujawnić szczegółów wileńskich negocjacji. Podkreślił tylko, że "rozmowy przebiegały w atmosferze przyjaźni, a dotyczyły propozycji premiera Litwy.

Wracając do propozycji premiera Brazauskasa, gwoli ścisłości należy przypomnieć, że nie jest to bynajmniej przysłowiowa świeża bułeczka, a raczej stara odkurzona propozycja. Przed kilkoma laty przedstawiono ją podczas spotkania przedstawicieli polskiej społeczności na Litwie z niedobrej pamięci Remigijusem Motuzasem, ówczesnym dyrektorem Departamentu Mniejszości Narodowych i Wychodźstwa. Jeszcze wcześniej ta propozycja pojawiała się często w dyskusjach prasowych na temat pisowni nazwisk. Wtedy została ona pominięta uwagą, żeby dziś premier Brazauskas mógł wcisnąć ją polskiemu koledze jako wyraz "dobrej" woli litewskich dążeń do zamknięcia kilkuletniej epopei stosunków polsko-litewskich zatytułowanej "Pisownia nazwisk". Nie ma jednak gwarancji, że jest to ostatnia propozycja, bowiem jeśli strona polska uzna, że na zasadzie parytetu litewskim Polakom również należy się prawo do pisania swoich nazwisk w transkrypcji rodzimej, jakie mają polscy Litwini, to rozmowy polsko-litewskie w tym temacie mogą doczekać się godnego jubileuszu 10-lecia, jeśli nie złotych godów. Prognozując nieudolność ostatnich rozmów, wychodzimy zawczasu z kolejną propozycją, żeby nazwiska Polaków w litewskich dokumentach pisać nie w nawiasach, lecz w cudzysłowie, no i niekoniecznie obok, jak proponuje premier, lecz na dole litewskiej transkrypcji.

Wracając jednak do spotkania komisji ekspertów, należy zauważyć, że rozmowy polsko-litewskie nie objęła stagnacja po marcowym demarszu premiera Brazauskasa, który odmówił wizyty w Warszawie, gdzie miała być podpisana umowa o pisowni nazwisk mniejszości narodowych. Po niespełnionych zapowiedziach strony litewskiej, że ta umowa zostanie podpisana "za miesiąc", czyli w kwietniu, można było spodziewać się, że nie zostanie ona podpisana nigdy. Sądząc jednak, że litewski premier odgrzebawszy starą propozycję wyszedł z nią na spotkanie oczekiwaniom litewskich Polaków, można spodziewać się, że temat ten będzie wałkowany do jesieni, do szczytu NATO-wskiego w Pradze. Po nim temat nazwiskowy może być na zawsze zapomniany, bo po zaproszeniu Litwy do NATO stosunki z Polską niekoniecznie muszą być "tak dobre, jak nigdy dotąd". Zresztą, przekazując swoją propozycję polskiemu koledze, premier zauważył, że problem nie jest wart szczególnej uwagi, bo, jak wykazują badania socjologiczne (a propos badań, podejrzewamy, że badania opinii polskiej społeczności przeprowadzono nie zasięgając opinii tejże społeczności;), które wykazały, że tylko 16 proc. litewskich Polaków chce, żeby ich nazwisko było pisane po polsku. A skoro tylko "16", to po co cały ten harmider.

Stanisław Tarasiewicz

Od autora: Chcę zauważyć premierowi Brazauskasowi, że "jego" propozycja wywołała duże zainteresowanie wśród społeczności polskiej. Według badań socjologicznych, które przeprowadziłem na moich znajomych (aczkolwiek subiektywnie sądzę, że są więcej warte niż te przeprowadzone na "społeczności polskiej"), to większość z tych, którzy dotąd nie chcieli zmieniać pisowni swego nazwiska, powiedziało, że wariant "premiera" jest godzien uwagi i chętnie z niego skorzystają, szczególnie przy wymianie starych dowodów na nowe karty identyfikacyjne. Dlatego więc sugerowałbym, aby podając nową propozycję, opierać ją na badaniach opinii publicznej względem tejże propozycji, a nie wcześniejszych.

"Kurier Wileński", czerwiec 2002 r.










Stowarzyszenie Inicjatyw Społecznych, 2001